Dwa ubiegłe lata okiem Mateusza Małka - byłego rzecznika Piasta

03
sie

Oficjalnie od sierpnia bieżącego roku Mateusz Małek - dotychczasowy rzecznik prasowy Piasta Gliwice - zakończył współpracę z Niebiesko-czerwonymi. Jak były już pracownik klubu ocenia dwa lata spędzone przy Okrzei?

Cofnijmy się o kilka lat. Przyszedłeś do klubu w momencie, kiedy ten był medialnie i wizerunkowo zdecydowanym beniaminkiem ligi. Co się przez ten czas zmieniło?

- Przychodziłem do Piasta, kiedy ten osiągnął rezultat historyczny, czyli czwarte miejsce w lidze i gra w europejskich pucharach. I może to była wytyczna, którą kierowali się ludzie zatrudniający mnie w Gliwicach. Wcześniej pracowałem w Wiśle Kraków i zapewne to był argument na "tak" - przy chęci włodarzy na budowanie czegoś nowego. Powiedziano wtedy, że Biuro Prasowe nie funkcjonuje tak, jak powinno. Moim zadaniem było wprowadzenie tego na dobre tory.

Skąd w takim razie wziął się w ogóle temat pracy w Piaście?
- Zgrało się to z momentem, kiedy odchodziłem z Wisły Kraków. Nie wiem skąd akurat tutaj się o tym dowiedzieli, ale dostałem propozycję i zdecydowałem się przyjechać na rozmowę z ówczesnym prezesem. Dowiedziałem się od niego jakie są cele i oczekiwania. Miałem przygotować plan. Tak też zrobiłem, a moja propozycja spotkała się z pozytywną reakcją. I w ten sposób dołączyłem do Piasta Gliwice.

To były duże wymagania?
- Tak, ale realne. A to było kluczowe przy ich realizacji. Założyliśmy sobie wiele zadań i zdecydowaną większość z nich wykonaliśmy nawet przed zakładanym czasem. Dzięki zaangażowaniu wszystkich osób działających w klubie udało się osiągnąć cele, które spowodowały, że Piast jest klubem ekstraklasowym pełną parą. Może nie jest w topie ligi, bo do tego w kwestii medialności jeszcze daleka droga. Ale ostatni raport pokazał, że jesteśmy na dwunastym miejscu i ciągle zwyżkujemy. Z roku na rok ten wynik jest poprawiany. Dodatkowo udało się wprowadzić nowe media jak Instagram czy Twitter. Rozruszaliśmy także Facebooka. Wprowadziliśmy Magazyn „Tylko Piast”. O kilkaset procent podnieśliśmy oglądalność strony internetowej i - automatycznie - wzrosła ilość unikalnych użytkowników. Oczywiście docenili to również inni i przyznano nam miejsce na podium w The Champs Awards za najlepszą stronę sportową. To oczywiście tylko pierwsze z rzędu i widoczne gołym okiem zmiany. Tak naprawdę każdego dnia ciężko pracowaliśmy by docierać do jeszcze większej ilości osób jednocześnie zachowując ten wypracowany pozytywny wizerunek.

Co było głównym tematem?
- Było kilka, a jednym z tych ważniejszych było chociażby wypozycjonowanie oficjalnej strony. Nie była ona pierwsza w propozycjach Google po wpisaniu frazy "Piast Gliwice". W tym celu podpisaliśmy kilka ciekawych umów medialnych. Skupiliśmy się na kibicu w różnym ujęciu, bo przecież jest to przekrój całego społeczeństwa. I wywindowanie oficjalnej strony na szczyt udało się osiągnąć bardzo szybko.

To były poważne problemy. Zdawałeś sobie sprawę z tego jeszcze przed przyjęciem propozycji?
- Jak najbardziej. Wiedziałem jaka była wtedy medialność Piasta, bo widziałem wiele raportów. Tym żyłem i wciąż żyję więc wiedziałem jak sytuacja w Gliwicach wyglądała. Ale to była konkretna oferta na konkretne wymagania, a ja takie propozycje lubię. Stąd pochyliłem się nad nią, zrobiłem rozeznanie. Z racji tego, że dotąd ze Śląskiem nie miałem nic wspólnego, to spotkałem się z kolegą z tego regionu i zapytałem czy warto. Powiedział, że Gliwice to piękne miasto, które szybko się rozwija. Przeanalizowałem, czy klubowe założenia da się spełnić i podjąłem pracę. Na dziś wydaje mi się, że udało się to spełnić, a utworzone przeze mnie Biuro Prasowe i z niego wywodzący się rzecznik prasowy "pociągną" to w wyznaczonym wcześniej kierunku.

A flagowy projekt, którzy udało się wprowadzić to...?
- Jest kilka takich. Pierwszym i tym, który zapamiętam najbardziej był: "Przedszkolaki na Okrzei", który przyjął się w Gliwicach bardzo dobrze. Od samego początku zwracaliśmy uwagę, że trzeba wychowywać młodego kibica i pokazywać bezpieczeństwo na stadionie. A obiekt Piasta taki właśnie jest - bezpieczny. Kibice są również wspaniali. Więc ten nakład na młodzież był wiodącą działalnością. Nie obyło się także bez programu lojalnościowego dla najmłodszych. Dzieci zbierały pieczątki w specjalnym indeksie, a na koniec otrzymywały od nas dyplom "Młodego Kibica Piasta Gliwice". A po pewnym czasie zaczęliśmy otrzymywać przeróżne pozytywne informacje o działalności, zdjęcia i inne materiały, w których kibice pokazywali, że żyją tym klubem. Taki był cel.

Wprowadziłeś jeszcze jakieś inne zmiany?
- Opracowaliśmy system komunikacji, który daje możliwość jeszcze szybszego informowania kibiców i dziennikarzy. Nasza praca nie opierała się tylko na "umownych" godzinach od ósmej do szesnastej. Niejednokrotnie byliśmy w klubie do późnych godzin wieczornych, kiedy podejmowano różnego rodzaju decyzje, o czym my później informowaliśmy. Ponadto dla dziennikarzy wprowadziliśmy niefunkcjonujący wcześniej newsletter. Każdy z pracowników Biura Prasowego dobrze wiedział co ma robić i media społecznościowe mieliśmy rozpracowane co do minuty. Tak żeby kibic miał świeże informacje z pierwszej ręki.

Infrastruktura też się polepszyła?
- Sala konferencyjna przed moim przyjściem była całkowicie nieprzystosowana do odpowiednich warunków pracy. Zwykły stolik i kilka krzeseł. Udało się obrandować logotypem i barwami Piasta. Wycofaliśmy także kamery na tył sali - na specjalne podesty. Ponadto zamontowaliśmy profesjonalne nagłośnienie i daliśmy możliwość podłączenia się dziennikarzom bezpośrednio do "szafy", aby z niej zgrywać czysty dźwięk.

Teraz - po rozwinięciu skrzydeł - osobom odpowiedzialnym za medialność będzie łatwiej?
- Możliwe, chociaż o "łatwości" pracy w tym zawodzie trudno mówić. Osoby tutaj pracujące poznały środowisko. Dodatkowo klub stał się bardziej rozpoznawalny. Sęk w tym, że to nie jest praca "od do". Tutaj nie ma limitów czasowych, nie ma chwili na rozprężenie. Sam niejednokrotnie wychodziłem w nocy z klubu i wiem, że jeśli chcemy, żeby coś zostało zauważone, to trzeba włożyć w to ogrom czasu. Jestem jednak pewien, że grupa, którą zostawiłem da sobie radę.

Jaki jest więc teraz odbiór Piasta wśród osób spoza Gliwic? Z jakimi - prywatnie - spotykasz się opiniami?
- Kiedy rozmawiam na przykład z przedstawicielami mediów z woj. małopolskiego lub mazowieckiego to jest ta praca odbierana bardzo pozytywnie. Dochodzi nawet do tego, że w wiadomościach prywatnych ludzie mi piszą, że wprowadziłem Piasta w inną czasoprzestrzeń (śmiech). Ale to są przychylne opinie... Ostatnio w sieci jest trend na "hejt" i to środowisko hejterskie zawsze będzie dochodzić do głosu. Ale to tylko dobrze. Naprawdę z tego można wiele wyciągnąć. Ja na tym skorzystałem, bo chwalenie jest miłe, ale bez wniosków.

Ty w Gliwicach z wiecznymi malkontentami nie walczyłeś.
- Bo nie widziałem w tym sensu. Kibic może mieć swoje - nawet wiecznie hejterskie - zdanie. Starałem się dużo rozmawiać z różnymi osobami. Czy to ze Stowarzyszenia Kibiców czy z poszczególnymi kibicami. Jeżeli pojawiała się konstruktywna krytyka, to poprawialiśmy błąd i graliśmy dalej. A pójście na wojnę byłoby złe. Przecież wspólnie powinniśmy walczyć o to żeby było lepiej. Jestem pełen ideałów. Jestem w stanie dużo poświęcić na budowanie czegoś pozytywnego, ale pójście do przodu z klubem to dreptanie i powolne udeptywanie pewnej ścieżki. Trzeba się też odnaleźć w pewnej rzeczywistości...

Było jednak też środowisko medialne, które było nieprzychylne... po prostu.
- I z takimi ludźmi również próbowałem rozmawiać i znaleźć złoty środek. Każdy ma swoje zdanie i ja nigdy tego nie podważałem. Widzę, że jak ktoś jest nastawiony negatywnie do czegoś na samym starcie, to staram się dać temu komuś jak najmniej powodów do narzekań. Ale istnieją ludzie, którzy zawsze będą widzieli tylko złe strony... Co ciekawe - wydaje mi się, że m.in. właśnie przez takich ludzi budowaliśmy coraz mocniejszy klub z zachowaniem pozytywnego wizerunku klubu. Teraz w raportach dominujemy nad klubami z naszej półki finansowej, zachowując ten wspomniany pozytywny wizerunek medialny.

Czyli rozdział Piast Gliwice na tę chwilę można zamknąć?
- W żadnym wypadku. Co prawda zmienia się mój profil, bo nie będę już pracownikiem Piasta. Ale na pewno będę tutaj wracać, bo zostawiłem przy Okrzei kawałek serca i wiele wspomnień z klubem związanych. To jest już część mojego życia, której nikt mi nie odbierze. Jestem z tego dumny!

Co z ludźmi, z którymi dotąd współpracowałeś w Piaście?
- Mimo że wywodzę się z innego środowiska to starałem się wprowadzać ludzi z Gliwic. Chciałem ich przygotować do tego, żeby byli w stanie samodzielnie pracować. Wydaje mi się, że dobrałem dobrych pracowników i widać, że ta forma jest kontynuowana.

Na czym teraz się skupisz?
- Chcę się na chwilkę odciąć od piłki, skupiając się na sprawach rodzinnych. Ale kocham tę pracę i zobaczymy, co życie dalej pokaże.

__________________________________________________________
Za owocne dwa lata Mateuszowi dziękujemy i życzymy dalszych sukcesów!

Biuro Prasowe
GKS Piast S.A.